czwartek, 13 września 2018

Koniec lata

Lubię końcówkę lata.
Jeszcze ciepło, ale coraz bardziej czuć w powietrzu jesień. Zimne poranki i wieczory, ale dzięki temu też i dni mniej upalne. A przede wszsytkim świadomość, że zaraz to wszystko się skończy.
Dzięki temu z wielką radością wystawiam się na słońce, żeby jeszcze trochę skorzystać z tego ciepła i światła. "Nacieszam się" każdą chwilą. Do pracy nawet siadam czasem na balkonie. I im bliżej do ponurej jesieni i zimy, tym bardziej się cieszę, że to jeszcze nie teraz.

środa, 5 września 2018

Co łączy Borneo z Etiopią?

Że lubię bardzo czytać, to już pisałam. Próbuję zarazić tą pasją dzieci. Z książek tak dużo można się dowiedzieć. Jest tyle miejsc, których nigdy nie odwiedzę. Tyle ludzi, których nigdy nie poznam. Tyle historii, których nikt mi nie opowie. Dzięki książkom to wszystko znajduje się w zasięgu ręki...
Simona poznałam jakiś czas temu. Na Facebooku obejrzałam filmik, na którym jakiś dzieciak opowiadał o swojej książce, blogu, ochronie lasów palmowych. Filmik ten pokazałam mężowi i mówię tak: wow, chciałabym, żeby nasze dzieci były podobne. Filmik króciutki, a utkwił mi w pamięci.
Kiedy więc parę miesięcy później podczas przeszukiwania półek w bibliotece zobaczyliśmy "Extremalne Borneo" Szymona Radzimirskiego, to wiedziałam, że książkę musimy wypożyczyć. Nie spodziewałam się zbyt wiele. W końcu to książka napisana przez dziecko. Nie pamiętam, ile lat miał Szymon, kiedy ją pisał. Chyba dziewięć albo dziesięć. Miałam tylko nadzieję, że moim chłopakom się spodoba. Czy się spodobała? Wystarczy powiedzieć, że z biblioteki wypożyczaliśmy ją jeszcze raz, a teraz mamy swój własny egzemplarz. A jak dodam, że z mężem doczytywaliśmy rozdziały, których akurat nie czytaliśmy dzieciom, to chyba mówi samo za siebie.
Potem pojawiła się "Etiopia u stóp góry ognia". Nie wahaliśmy się ani chwili. Poszliśmy też na spotkanie autorskie z Simonem i szczerze mówiąc nie wiem na kim zrobił większe wrażenie - czy na dzieciach czy na nas. Ten chłopak potrafi pisać, potrafi opowiadać w taki sposób, że wsłuchują się w każde jego słowo i dzieci i dorośli.
Jeśli będziecie mieli kiedykolwiek okazję posłuchać Simona - warto!
Jeśli będziecie mieli okazję kupić jego książkę - warto!
A jeśli po prostu lubicie klikać różne rzeczy w internetach, to zajrzyjcie na jego bloga albo fanpage na Facebooku (aktualnie królują zdjęcia z Madagaskaru - ciekawe, czy Simon napisze z tej okazji trzecią książkę).

wtorek, 24 kwietnia 2018

Dlaczego źle jest oglądać reklamy?

Nie posiadam telewizji jako takiej więc jestem zupełnie odzwyczajona od oglądania reklam. Zawsze dziwi mnie w związku z tym wyjście do kina czy oglądanie jakiegoś programu u rodziców lub teściów. Nagle zostaję zbombardowana tym, co mnie w ogóle nie interesuje, czego nie chciałam zobaczyć.
Ale dlaczego to jest złe?
Bo do dziś pamiętam część reklam, które oglądałam jako dziecko. Jak ja w nie wszystkie wierzyłam. Ostatnio sprzątałam kuchnię i chodziło mi po głowie "jeśli siły masz za mało, wypij mleko z cola cao". Przecież ja tę reklamę musiałam widzieć ponad 20 lat temu. I wciąż pamiętam, jak wyprosiliśmy u rodziców to cola cao. I jak ja wierzyłam, że pijąc je codziennie będę mogła robić te wszystkie sportowe akrobacje, które były w reklamie. Nigdy się nie udało...
I jak myślę o tej jednej reklamie, która wmówiła mi po pierwsze jakąś potrzebę, a po drugie efekt niemożliwy do osiągnięcia (tylko przez picie tego kakao), to zastanawiam się, jaki jeszcze wpływ na mnie (i innych) mają oglądane reklamy...

czwartek, 19 kwietnia 2018

Kopenhaga w mapach myśli

Od kiedy poznałam mapy myśli, to narysowałam ich naprawdę mnóstwo. Rysowałam na studiach, podczas nauki do egzaminów. Rysuję na statystycznym, rysuję dla dzieci. Starszy zresztą też już niejedną mapę myśli narysował. A ostatnio spróbowaliśmy na takiej mapie zmieścić nasze wspomnienia z tygodniowej wyprawy do Danii. Spójrzcie, czy nam się udało...

wtorek, 17 kwietnia 2018

co robić z chorym dzieckiem...

Mój młodszy potomek od kilku dni jest chory i nie chodzi do przedszkola. Ponieważ siedzę z nim w domu i w takich warunkach nauka programowania nie jest możliwa, to zajęłam się zaległymi porządkami. I tak sobie myślę, że może dobrze, że wreszcie mam na nie choć trochę czasu, bo przez kilka tygodni powierzchownego sprzątania narobił się niezły bałagan.
Już teraz, przez dwa dni, udało mi się choć trochę odgruzować biurko (przyjemniej powinno się na nim pracować), wyszorować porządniej kuchnię i zrobić choć częściowy przegląd klocków lego. A przede mną pewnie jeszcze trzy dni porządków. Aż się na nie troszkę cieszę. To znaczy nie na porządki, ale na ich efekt.
A mój chorowitek... Siedzi sobie zwykle obok mnie. Słuchamy jego ulubionej muzyki (wiwat piosenki Wujka Ogórka). Dużo rozmawiamy. Czasem nawet pomaga sprzątać. Jakoś tak całkiem miło upływa nam czas...

Lanzarote - Jameos del Agua

Jameos del Agua to kawałek jaskini z małym jeziorkiem na środku. Jaskinia powstała w wyniku erupcji wulkanu - jak większość ciekawych miejsc na Lanzarote. Ale jej niezwykłość kryje się właśnie w tym jeziorku, gdzie mieszkają sobie przeróżne endemiczne zwierzątka, w tym najbardziej znane - ślepe białe krabiki. Moje dzieci, po lekturze "Extremalnego Borneo" bardzo chciały zobaczyć "krabosiki" - które niestety okazały się dla nich mniejszą atrakcją niż się spodziewały. Na dodatek nie chodziły bokiem...


Manrique (o którym już wspominałam pisząc o Ogrodzie Kaktusów) miał taki zwyczaj, żeby w charakterystycznych dla wyspy miejscach tworzyć jak najbardziej powiązane z naturą restauracje. I właśnie w Jameos del Agua też znajduje się restauracja. Można usiąść na wulkanicznym krzesełku pod sufitem z zastygłej lawy. Można nawet posłuchać tam koncertu, bo oprócz restauracji mamy salę koncertową.


Kiedy jeździmy na wakacje, lubimy zwiedzać różne ciekawe miejsca. Jameos del Agua jest jedną z głównych atrakcji dla turystów na Lanzarote. Mnie jednak nie zachwyciło. Ładnie tam. Nie żałuję, że zobaczyłam. Ale nie jest to miejsce, gdzie chciałabym usiąść i siedzieć godzinami...



czwartek, 12 kwietnia 2018

dlaczego lubię wiosnę?

Wiosna to moja ulubiona pora roku. Kiedy zaczyna wreszcie być ciepło. Kiedy ciepłe czapki i szale można schować do szafy. Kiedy nie trzeba martwić się upałem, kremem z filtrem, kapeluszem. Delikatne słońce, 20 stopni, lekki wiaterek - wtedy jestem najszczęśliwsza.
I jeszcze te kwiaty dookoła. U nas na osiedlu rośnie mnóstwo dzikich mirabelek i innych śliwko-podobnych drzew. Na wiosnę obsypują się kwiatkami. A pachną tak obłędnie, że nic tylko stanąć pod takim drzewem i głęboko oddychać.
A oprócz tego jeszcze ptaki. Śpiewają od rana. Można uchylić okno i posłuchać.
I dni coraz dłuższe...
Na wiosnę staję się bardziej uważna. Obserwuję świat dookoła. Znajduję małe pozytywne drobiazgi.

Chyba jestem dzieckiem wiosny. Lato bywa dla mnie zbyt gorące, jesień zbyt ponura, a zima zbyt szara i zimna. Wiosna jest taka w sam raz...

Wy też tak lubicie wiosnę? Za co najbardziej?