czwartek, 22 sierpnia 2019

skupienie

Mam w pracy koleżankę. Bardzo sympatyczna dziewczyna, tylko wiecznie rozbita, wiecznie w biegu, wiecznie zmęczona, wiecznie z niczym niewyrobiona. Do pracy przyjeżdża spóźniona. Ma mnóstwo spraw okołodomowych do ogarnięcia, szuka wyjazdu, pisze maile do nauczycieli i załatwia jedno po drugim. W międzyczasie stara się jak najlepiej pracować. Zostaje po godzinach, żeby nadrobić poranne spóźnienie. Kiedy wieczorem położy dzieci, to siada do komputera i znów nadrabia zaległości pracowe. Zasypia przy klawiaturze. Rano jest tak zmęczona, że nie może się obudzić i znów przyjeżdża do pracy spóźniona...

Brak skupienia na jednym temacie to również mój problem. Ale obserwacja takiego bardziej granicznego przypadku daje dużo domyślenia. Ciekawe, co by się stało, gdybym zmieniła mój sposób postępowania i robiąc coś w danym momencie, poświęcała na to 100% mojej uwagi. Być może warto spróbować?

Ktoś jeszcze walczy z takim problemem? Macie na to jakąś receptę?

wtorek, 20 sierpnia 2019

jak tam z moim minimalizmem...

No właśnie, muszę się przyznać, że z moim minimalizmem kiepsko. Chyba jednak nie umiem pozbyć się większości zbędnych przedmiotów, które mnie otaczają. Częściowo z powodu różnych sentymentów, ale dużo bardziej z powodu zaangażowania, którego takie pozbywanie się wymaga. Nie akceptuję wyrzucania do śmieci (eko-dusza), a znalezienie nowego domu jest bardzo trudne. Potrafię się cieszyć z każdego wydanego w dobre ręce drobiazgu, ale w takim tempie, to prędzej obrastam w nowe rzeczy niż się pozbywam starych.
Co dobrze na mnie zadziałało? Kiedy dostałam informację o ośrodku, w którym potrzebują konkretnych rzeczy. Szybki przegląd szaf w tym temacie i nagle stały się lżejsze o pół bagażnika przedmiotów, które w nowym miejscu powinny naprawdę się przydać.Szkoda, że takie akcje zdarzają się tak rzadko...

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

powrót do przeszłości

Dzieci robią się coraz starsze... Dzięki temu coraz więcej można z nimi zrobić. Góry znów kuszą swoimi szczytami. Na razie wycieczki trochę krótsze, ale to już nie godzinne spacerki. Jak miło znów spoglądać z góry na miasteczko, z którego wyszliśmy parę godzin wcześniej. Jak miło odwiedzać schroniska, zajadać jagody zerwane na szlaku. I jakie to szczęście, że dzieci też to lubią. I że wyjazd w góry to dla nich atrakcja.
I trochę im zazdroszczę, kiedy sobie myślę, że dla mnie rajdy studenckie to już przeszłość, a oni mogą mieć to przed sobą, jeśli tylko zechcą...
Coraz częściej czuję na sobie, że pora pożegnać się z terminem "młodzież"...

czwartek, 8 sierpnia 2019

O sukcesie...

Mam wrażenie, że ostatnio ludzie są bardzo nastawieni na osiąganie sukcesu. Tony poradników, kursów, szkoleń. Co zrobić, żeby rozwijać się zawodowo, osobiście i jak piąć się wciąż w górę i w górę. Rośnie presja na zmiany w życiu, wychodzenie ze strefy komfortu.

A ja jestem tym zmęczona. Nie mam ochoty piąć się po szczeblach kariery. Nie mam sił na kolejny kurs. I nawet jeśli przeczytam następny poradnik, to znów nie wdrożę jego zaleceń.

Mam ochotę wieczorami wypić coś dobrego i obejrzeć odcinek ulubionego serialu.
Mam ochotę poczytać książkę.
Mam ochotę pójść na spacer bez żadnego celu.
Mam ochotę usiąść w kawiarni z koleżanką i pogadać o wszystkim i o niczym.
Mam ochotę położyć się na kocu w trawie i drzemać, kiedy tylko zrobi mi się sennie.
Mam ochotę siedzieć i słuchać śpiewu ptaków.

I jak z takim podejściem osiągać życiowe sukcesy?


czwartek, 1 sierpnia 2019

Gdzie byłam, kiedy mnie nie było...

Już prawie dwa lata minęły od momentu, kiedy pisałam o dokonywanych wyborach. To właśnie wtedy napisałam, że rezygnuję z oferty pracy na etacie i że będę się uczyć programować. I to był właśnie ten moment, kiedy zrezygnowałam z zawodowej księgowości.

Dzisiaj pracuję zawodowo. Na etacie. Programuję. I nie żałuję, że wtedy zrezygnowałam z bardzo ciekawej oferty. Nie żałuję również, że 8 miesięcy temu zdecydowałam się na zupełnie inną ofertę pracy na etacie. Spełniłam swoje marzenie, by pójść w kierunku analizy danych. I chociaż widzę, jak długa i trudna ścieżka przede mną, to jestem niemiłosiernie szczęśliwa, że pierwsze kilka kroków już za mną.

Tak więc wtedy, kiedy mnie nie było, oswajałam się z życiem zawodowym. Po 9 prawie latach przerwy wróciłam do podpisywania listy obecności, wypisywania wniosków urlopowych i pewnego ograniczenia wolności. Ale wróciłam też do codziennego rozwoju zawodowego, do spotkań z ludźmi i do wyzwań w tematach, które mnie interesują. Praca na etat nie jest zła, kiedy robi się to, co się lubi. Zwłaszcza, jak robi się to w towarzystwie ludzi życzliwych i pomocnych.

środa, 31 lipca 2019

maciejkowe rozważania

Zakwitły mi pierwsze maciejki, a to generalnie oznacza, że mogłabym spędzić wieczory z twarzą w doniczce. Kocham zapach maciejek. Czasem tylko mnie denerwuje ich złośliwość, że pachną tylko wieczorem. Ale może to dlatego, żeby mnie uczyć cierpliwości.

Zastanawiałam się, czy w tym roku w ogóle zakwitną. Bo blok w remoncie, balkon nieustannie w kurzu i styropianie. Nasz tygodniowy wyjazd również zaszkodził roślinkom balkonowym. Ale jednak przetrwały. Już wiele razy ostatnio myślałam, że jednak rośliny to są twardziele. Zawsze mi o tym przypominają wszystkie zielone listki wystające spomiędzy wszelkich szczelin w asfalcie...

Za to mi remont bloku przeszkadza. Ostatnio co drugi rok mamy remonty i ciężko się do tego przyzwyczaić. Jakoś trudno cieszyć się z pięknych okoliczności przyrody, kiedy na pierwszy plan rzucają się rusztowania. Niech to już się skończy. Chcę znów usiąść na balkonie i patrzeć na zielone drzewa, trawę, a nawet na bloki w oddali... Chcę wieczorami w spokoju wdychać zapach maciejki...

piątek, 26 lipca 2019

pojawiam się i znikam

Taki urok tego bloga, że mogę czasem zniknąć na trochę i nie złości się na mnie żadna agencja, żaden klient. Nikomu się nie zobowiązałam, że będę pisać regularnie, nikt mnie nie pilnuje. Ma to swoje zalety, ale również swoje wady. Niedawno spojrzałam na historię mojego pisania i stwierdziłam, ze zniknęłam prawie na rok, a przecież zupełnie tego nie planowałam. Nie planowałam też wracać do pisania, ale tak jakoś ciepło mi się zrobiło, jak spojrzałam na niektóre moje zapiski sprzed miesięcy albo i sprzed lat. Nawet przegapiłam swój przystanek tramwajowy i wylądowałam w pracy 15 minut później. Tak więc nic nie obiecuję, ale... jest nadzieja, że znów od czasu do czasu mnie przeczytacie.

A na powitanie króciutki tekst, który napisałam z myślą o tym blogu jakiś czas temu.

23 maja 2019, 21:11
Latanie samolotem zawsze powoduje, że zaczynam myśleć o ulotności życia. Ono tak sobie jakoś na co dzień płynie. A potem wsiadam w samolot i czuję, że jestem w innym kontekście. Zależna od maszyny. A potem świat z zupełnie innej perspektywy. Pisząc te słowa patrzę przez okno na góry. Uwielbiam góry. Z okna samolotu wyglądają zupełnie inaczej niż te same widziane z ziemi. Pokryte śniegiem miejsca, gdzie nikt nigdy nie postawił swojej stopy. Zmiana kontekstu. Zmiana punktu widzenia. Czasem wymuszają uważność, na którą zwykle brakuje mi czasu...