piątek, 18 listopada 2016

Sukces

Czym jest sukces dla Ciebie?

Czy, żeby ocenić siebie "odniosłam sukces w życiu" musisz spełnić jakieś określone kryteria?

Czy musisz napisać jakieś światowe dzieło?
Czy musisz wnieść coś do nauki?
Czy musisz uratować czyjeś życie?
Czy musisz mieć duży dom z ogrodem?
Czy musisz być specjalistą w jakiejś dziedzinie?
Czy musisz mieć poczytnego bloga?
Czy musisz mieć mnóstwo bliskich osób dookoła siebie?
Czy musisz mieć doskonale wychowane i wyedukowane dzieci?
Czy musisz codziennie rano budzić się z uśmiechem na ustach?

Jeśli nie chcę być naukowcem, autorem bestsellerów ani właścicielką wielkiej fortuny, to nie znaczy, że nie mogę mieć swoich małych ważnych sukcesów. I jeśli będę z góry wiedziała, że tego właśnie chcę, to nie poczuję się bezwartościowa tylko dlatego, że nie dokonuję wielkich czynów.
Nie każdy musi być profesorem czy chirurgiem. Ktoś musi temu profesorowi ugotować obiad, upiec chleb. Ktoś dla chirurga szyje ubrania, naprawia buty i wywozi śmieci.

A naszym sukcesem niech będzie po prostu dobre życie.

czwartek, 11 sierpnia 2016

krótko i na temat

Dziś nie będę się długo rozpisywać. Tylko taka krótka porada. Najbardziej dla mnie samej.
Nawet jeśli przeczytasz sto tysięcy podręczników i książek na jakiś temat, obejrzysz setki filmów motywujących i weźmiesz udział w dziesięciu szkoleniach... Jeśli nie weźmiesz się do roboty i nie zaczniesz wdrażać swoich planów w życie - nic nie osiągniesz.
Tak więc ten tego... Bierzmy się do roboty!

środa, 6 lipca 2016

Czy bycie eko musi być kosztowne?

Często się słyszy, że bycie ekologicznym jest kosztowne. Zakupy w sklepach ekologicznych rzeczywiście potrafią przerazić. Ale dbanie o środowisko i otoczenie wcale nie musi być związane z dużymi kosztami, a wręcz często może pozwolić na małe lub duże oszczędności.

Poniżej moje kilka porad, co zrobić, żeby być bardziej ekologicznym oszczędniejszym równocześnie:

1. Nie kupuj nigdy plastikowych reklamówek w sklepach. 
Wiadomo, oszczędność 5 groszy nie jest łatwo zauważalna w naszym budżecie. Nawet jeśli pomnożymy te 5 groszy przez 5 roboczych dni, to w 52 tygodnie w roku uda nam się zaoszczędzić 13 zł. To nie majątek, ale oprócz drobnej kwoty w portfelu pozostanie nam satysfakcja, że mniej plastiku wylądowało na śmietniku.

2. Zadrukowany papier wykorzystuj na notatki lub rysunki dziecięce.
Dokumenty zawierające istotne dane osobowe najlepiej wrzucić do niszczarki albo zutylizować w inny sposób, który nie pozwoli postronnym osobom na dotarcie do tych danych. Ale oprócz kartek z tymi ważnymi danymi, przez nasze mieszkania przewija się mnóstwo papieru, który po prostu wyrzucamy (oby przynajmniej segregując).
Zamiast kupować kolejny blok rysunkowy dla dzieci - proponuję odkładać jednostronnie zapisane karteczki. Zamiast kupować supernotatnik - przyciąć sobie kilka takich kartek i na nich zapisywać mniej istotne rzeczy.
I znów w kwocie zaoszczędzonej przez rok można wpisać przynajmniej kilkunaście złotych.

3. Wyhoduj sobie własne ziółka na parapecie.
A jeśli masz ogródek, to i marchewkę, pietruszkę, buraczki i co tylko Ci się zamarzy. I zamiast szukać sklepu z ekologiczną marchewką, można iść do własnego ogródka i wyrwać z ziemi.
Próbowałam uprawiać różne ziółka i przyprawy - najlepiej mi się trzyma doniczka z miętą. Ale w międzyczasie miałam już własny szczypiorek, bazylię, kolendrę, oregano i koperek. Zawsze pod ręką, zawsze świeże.
Gdybym miała ogródek, to pewnie miałabym też własne owoce i warzywa. A skoro mieszkam w bloku to robię to co mogę.

4. Korzystaj z komunikacji miejskiej. 
Ta rada skierowana jest szczególnie do mieszkańców miast, którzy regularnie stoją samochodem w korku i obserwują przemykające obok tramwaje. Jeszcze jeśli samochodem jadą cztery osoby, wszystkie miejsca są zajęte, prowadzimy miłe rozmowy - rozumiem, że ma to swoje zalety. Ale i tak tramwaj czy autobus (który zużywa paliwo niezależnie od tego, czy w nim siedzimy czy nie), to moim zdaniem dużo lepszy pomysł. Kupowanie biletów miesięcznych zamiast paliwa do samochodu, to doskonała oszczędność. A jeśli odległość pozwala na używanie roweru lub hulajnogi, to już w ogóle - można powiedzieć, że to ekologiczne podejście wersja pro. I do tego jakie oszczędne!

5. Używaj jak najmniej kosmetyków.
Kosmetyki kuszą. Dzięki nim mamy wyglądać pięknie, młodo i zdrowo. Tymczasem często ich działanie nie jest wcale aż tak bardzo korzystne. Nie jestem w tym temacie specjalistką więc nie będę się szczegółowo wypowiadać, ale wyrzucając w połowie pełne opakowanie jakiegoś przeterminowanego kosmetyku, warto się zastanowić, skąd się u nas wziął. Zamiast pięciu kremów być może wystarczy jeden, który zużyjemy do samego końca.
Miejmy świadomość, że produkcja kosmetyków wcale nie jest ekologiczna.

6. Unikaj leków i suplementów diety.
I nie chodzi mi o to, żeby w czasie choroby nie wziąć odpowiedniego antybiotyku. Ale jeśli mam problemy z żelazem, to wypiję sobie co drugi dzień koktail pietruszkowy. Jeśli mam niedobory magnezu, to do diety dołączę pestki dyni. A jeśli boli mnie głowa, to zanim łyknę tabletkę, spróbuję wpierw wyjść na świeże powietrze albo położę się na 15 minut i zobaczę, czy ból minie.

7. Szukaj produktów, które mają jak najmniej opakowań.
Ja może jakaś wrażliwa jestem, ale jak widzę ciasteczko opakowane w folię, następnie w kartonik i wsadzone do woreczka z pięcioma innymi ciasteczkami, a następnie zapakowane w kolejny kartonik, to aż mi się robi przykro. Te same ciasteczka można by było sprzedawać na kilogramy, bez tych wszystkich zbędnych opakowań. I te sprzedawane na kilogramy zwykle kosztują dużo mniej, a smakują tak samo.

8. Zanim coś wyrzucisz, pomyśl, czy komuś się nie przyda.
Oddaj znajomym. Przekaż do Caritasu. Spróbuj odsprzedać na Allegro lub OLX (jak nikt nie chce kupić, to spróbuj dwóch magicznych słów "za darmo"). Nie warto trzymać w domu rzeczy niepotrzebnych, ale ciąży na nas odpowiedzialość za to, że je do tego domu wpuściliśmy. Pozwólmy im trafić do osób, którym się przydadzą.

9. Kupuj rzeczy używane.
Allegro, olx, znajomi - można znaleźć prawdziwe perełki. Szczególnie w przypadku małych dzieci - wielki zestaw ubranek można kupić za niewielkie kwoty albo dostać od znajomych zupełnie za darmo. Czasem wystarczy tylko zapytać.

10. Unikaj jednorazówek.
I może to dotyczyć zarówno pieluszek dla dzieci, ale również jednorazowych ręczniczków, naczyń, sztućcy, opakowań. Unikajmy i tyle.

11. Pozwól sobie na bycie niemodnym.
Jeśli masz swój ulubiony zestaw ubrań, to korzystaj z nich. Noś dopóki się nie rozpadną. Nie kupuj co roku nowej sukienki, bluzki, trzech par spodni. A jeśli otoczenie cię ocenia po tym, co ubierasz na siebie - zmień otoczenie na takie, które polubi cię za to, kim jesteś, a nie za to jak wyglądasz.

12. Naprawiaj.
Zaszyj dziurę w skarpetkach. Przyszyj guzik. Sklej pękniętą zabawkę. Przykręć śrubkę. Odmaluj. Czasem niewiele potrzeba, żeby przedmiotom przywrócić życie. Jasne - łatwiej wyrzucić i kupić nowe. Ale po co, skoro stare wciąż jeszcze może służyć a nie zalegać na śmietniku?

13. Myśl o drobiazgach, rozglądaj się.
Jeśli sięgasz do łazienki tylko po szmatkę, to nie musisz zapalać światła.
Dokręć po sobie kran.
Nie przebieraj trzy razy dziecka tylko dlatego, że uczy się samodzielnie jeść i po każdym posiłku ma brudną bluzkę (no chyba że spodziewasz się gości).
Jeśli nie czujesz potrzeby, to unikaj płynów do płukania prania.
Kup makulaturowy papier toaletowy.
Szukaj w swojej własnej codzienności drobiazgów, które pozwolą Ci żyć bardziej przyjaźnie dla środowiska. Staraj się zostawić po sobie jak najmniej śmieci.

A wszystkich zainteresowanych eko-tematami zapraszam na bloga Kornelii (tutaj) albo na nieaktualizowanego, ale bardzo ciekawego bloga 3 poziomy (tutaj).








czwartek, 2 czerwca 2016

tak to już jest, jak się lubi czytać

Już jako dziecko uwielbiałam czytać. Pochłaniałam książki w niesamowitym tempie. Jak tylko skończyłam jedną, to zaczynałam drugą, a wizyty w bibliotece były niemalże codziennością. Dziś czytam coraz mniej. Jednak wciąż jeszcze potrafię trafić na tak pochłaniającą lekturę, że po prostu znikam na parę godzin. I nie wiem, czy to dobrze czy źle. Ale lubię, nie zdarza się często więc się za bardzo nie przejmuję.

Teraz grozi mi zupełnie inne uzależnienie. Jeśli trafię na ciekawego bloga to potrafię czytać dzień, dwa, trzy... Wszystkie archiwalne wpisy, niektóre kilka razy. Zamiast sprzątać - czytam, zamiast gotować - czytam, zamiast chodzić na spacery - czytam. Przenoszę się z komputera na telefon, z telefonu na tablet - co akurat mam pod ręką. Nie lubię takiej siebie więc z czasem ograniczam sobie dopływ do blogów. Robię odwyk. Zwykle na jakiś czas wystarcza... Minimalizm w korzystaniu z Internetu się kłania i przypomina o sobie.

A jak już jestem w temacie ciekawych blogów, to się podzielę tymi, na które ostatnio natrafiłam. Może kogoś zainspiruję.

Janina Daily. Ostrożnie, istnieje możliwość głośnego śmiechu. Uwielbiam!

Na nowo śmieci. Z dedykacją szczególnie dla Kornelii. O możliwości powtórnego wykorzystania tego, co wyrzucamy każdego dnia.

Pastuszka Biedronek. Linkuję do konkretnego wpisu, który budzi pozytywne odczucia i wiarę w ludzi. Ale warto ogólnie poczytać, bo zmusza do myślenia.

2 minuty. Kiedyś pisywałam do siebie listy w stylu "przeczytaj za 5 lat", "przeczytaj jak dostaniesz się na studia", "przeczytaj jak się zakochasz" itp. Mam nawet napisany ponad 20 lat temu list do własnej córki (której nie mam - o ironio losu). Ten wpis jest trochę w tym stylu...

A jak się już Wam naprawdę nudzi, to zapraszam do mnie na www.statystyczny.pl.
Ja wiem, że nie wszystkich interesują wzorki i wykresiki, ale dla takich właśnie są dwa wpisy, które ostrzegają przed statystycznymi pułapkami: o dowodzie anegdotycznym i Paradoksie Simpsona.

Miłej lektury!
A ja tymczasem spróbuję choć na trochę oderwać się od tych całych internetów. Trochę ruchu też nie zaszkodzi.


środa, 25 maja 2016

inni zawsze wiedzą lepiej

Jak to możliwe, że cały świat dookoła mnie wie lepiej, jak powinno wyglądać moje życie?
Jestem na wychowawczym - niedobrze.
Ograniczam słodycze - niedobrze.
Mam rozgardiasz (brzmi to lepiej niż bałagan, prawda?) - niedobrze.
Czytam - niedobrze. Nie czytam - też niedobrze.
Puszczam sześciolatka do szkoły - niedobrze.
Myślę o edukacji domowej - niedobrze.

Mogłabym pracować zawodowo, żywić się czekoladą, w wolnym czasie tylko sprzątać, a dziecko trzymać wiecznie w przedszkolu. Pewnie tak też by było niedobrze. Co takiego jest w nas ludziach (bo we mnie niestety też), że lubimy oceniać innych i krytykować za to, że w określony sposób próbują przeżyć swoje życie? Że mają takie a nie inne priorytety? Że podejmują pewne decyzje?
Nikt z nas nie dostał przy urodzeniu instrukcji, jak żyć. Każdy z nas eksperymentuje i raz wychodzi nam lepiej, a raz gorzej. Dlaczego oprócz własnych niepewności i wątpliwości, mam jeszcze radzić sobie w niepewnościami i wątpliwościami całego otoczenia?

Wiele lat byłam tzw. "grzeczną dziewczynką" i czasem mam po prostu ochotę zbuntować się przeciwko całemu światu i żyć jak najbardziej po swojemu jak tylko potrafię!

środa, 27 kwietnia 2016

Minimalistycznie o... porcelanie...

Jadę sobie ostatnio samochodem (jako pasażer, oczywiście) i rozglądam się dookoła. Patrzę i widzę nietypowy mural. Na budynku wymalowany wiersz Stanisława Barańczaka. Wiersz o porcelanie.

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inna ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?


Nie wiem, jakie są oficjalne interpretacje tegoż wiersza. Dla mnie - minimalizm od A do Z. Chodzi za mną i każe myśleć.
źródło: epoznan.pl

wtorek, 19 kwietnia 2016

Czasem się trzeba pokłócić...

... żeby się zmobilizować :)

Dwie torby pełne rzeczy "do sprzedania albo wydania" leżały miesiącami na komodzie i czekały...
Kłótnia zmobilizowała do działania. Minęły dwa dni i toreb nie ma. Wydałam wszystko jak leci - olx pomógł :) I może mogłam zarobić na tym kilka złotych, ale to poczucie, że odzyskałam kawałek przestrzeni jest bezcenne :)

Kłótnie nie są dobre. Nie lubię się kłócić. Ale jak już taka kłótnia się przytrafi, to dobrze wyciągnąć z niej jakieś wnioski. Bez urazy, na spokojnie przeanalizować wszystko, co zostało wyrzucone pod wpływem emocji. W kłótni nie usłyszy się uprzejmych półprawd, lecz całą prawdę bez owijania w bawełnę. A właściwie całą prawdę plus trochę negatywnych odczuć, które trzeba umieć odfiltrować.

Mam nadzieję, że mobilizacji do działania wystarczy mi na dłużej. Nie tęsknię za kolejną kłótnią ;)