Dzieci robią się coraz starsze... Dzięki temu coraz więcej można z nimi zrobić. Góry znów kuszą swoimi szczytami. Na razie wycieczki trochę krótsze, ale to już nie godzinne spacerki. Jak miło znów spoglądać z góry na miasteczko, z którego wyszliśmy parę godzin wcześniej. Jak miło odwiedzać schroniska, zajadać jagody zerwane na szlaku. I jakie to szczęście, że dzieci też to lubią. I że wyjazd w góry to dla nich atrakcja.
I trochę im zazdroszczę, kiedy sobie myślę, że dla mnie rajdy studenckie to już przeszłość, a oni mogą mieć to przed sobą, jeśli tylko zechcą...
Coraz częściej czuję na sobie, że pora pożegnać się z terminem "młodzież"...
poniedziałek, 19 sierpnia 2019
czwartek, 8 sierpnia 2019
O sukcesie...
Mam wrażenie, że ostatnio ludzie są bardzo nastawieni na osiąganie sukcesu. Tony poradników, kursów, szkoleń. Co zrobić, żeby rozwijać się zawodowo, osobiście i jak piąć się wciąż w górę i w górę. Rośnie presja na zmiany w życiu, wychodzenie ze strefy komfortu.
A ja jestem tym zmęczona. Nie mam ochoty piąć się po szczeblach kariery. Nie mam sił na kolejny kurs. I nawet jeśli przeczytam następny poradnik, to znów nie wdrożę jego zaleceń.
Mam ochotę wieczorami wypić coś dobrego i obejrzeć odcinek ulubionego serialu.
Mam ochotę poczytać książkę.
Mam ochotę pójść na spacer bez żadnego celu.
Mam ochotę usiąść w kawiarni z koleżanką i pogadać o wszystkim i o niczym.
Mam ochotę położyć się na kocu w trawie i drzemać, kiedy tylko zrobi mi się sennie.
Mam ochotę siedzieć i słuchać śpiewu ptaków.
I jak z takim podejściem osiągać życiowe sukcesy?
A ja jestem tym zmęczona. Nie mam ochoty piąć się po szczeblach kariery. Nie mam sił na kolejny kurs. I nawet jeśli przeczytam następny poradnik, to znów nie wdrożę jego zaleceń.
Mam ochotę wieczorami wypić coś dobrego i obejrzeć odcinek ulubionego serialu.
Mam ochotę poczytać książkę.
Mam ochotę pójść na spacer bez żadnego celu.
Mam ochotę usiąść w kawiarni z koleżanką i pogadać o wszystkim i o niczym.
Mam ochotę położyć się na kocu w trawie i drzemać, kiedy tylko zrobi mi się sennie.
Mam ochotę siedzieć i słuchać śpiewu ptaków.
I jak z takim podejściem osiągać życiowe sukcesy?
czwartek, 1 sierpnia 2019
Gdzie byłam, kiedy mnie nie było...
Już prawie dwa lata minęły od momentu, kiedy pisałam o dokonywanych wyborach. To właśnie wtedy napisałam, że rezygnuję z oferty pracy na etacie i że będę się uczyć programować. I to był właśnie ten moment, kiedy zrezygnowałam z zawodowej księgowości.
Dzisiaj pracuję zawodowo. Na etacie. Programuję. I nie żałuję, że wtedy zrezygnowałam z bardzo ciekawej oferty. Nie żałuję również, że 8 miesięcy temu zdecydowałam się na zupełnie inną ofertę pracy na etacie. Spełniłam swoje marzenie, by pójść w kierunku analizy danych. I chociaż widzę, jak długa i trudna ścieżka przede mną, to jestem niemiłosiernie szczęśliwa, że pierwsze kilka kroków już za mną.
Tak więc wtedy, kiedy mnie nie było, oswajałam się z życiem zawodowym. Po 9 prawie latach przerwy wróciłam do podpisywania listy obecności, wypisywania wniosków urlopowych i pewnego ograniczenia wolności. Ale wróciłam też do codziennego rozwoju zawodowego, do spotkań z ludźmi i do wyzwań w tematach, które mnie interesują. Praca na etat nie jest zła, kiedy robi się to, co się lubi. Zwłaszcza, jak robi się to w towarzystwie ludzi życzliwych i pomocnych.
Dzisiaj pracuję zawodowo. Na etacie. Programuję. I nie żałuję, że wtedy zrezygnowałam z bardzo ciekawej oferty. Nie żałuję również, że 8 miesięcy temu zdecydowałam się na zupełnie inną ofertę pracy na etacie. Spełniłam swoje marzenie, by pójść w kierunku analizy danych. I chociaż widzę, jak długa i trudna ścieżka przede mną, to jestem niemiłosiernie szczęśliwa, że pierwsze kilka kroków już za mną.
Tak więc wtedy, kiedy mnie nie było, oswajałam się z życiem zawodowym. Po 9 prawie latach przerwy wróciłam do podpisywania listy obecności, wypisywania wniosków urlopowych i pewnego ograniczenia wolności. Ale wróciłam też do codziennego rozwoju zawodowego, do spotkań z ludźmi i do wyzwań w tematach, które mnie interesują. Praca na etat nie jest zła, kiedy robi się to, co się lubi. Zwłaszcza, jak robi się to w towarzystwie ludzi życzliwych i pomocnych.
środa, 31 lipca 2019
maciejkowe rozważania
Zakwitły mi pierwsze maciejki, a to generalnie oznacza, że mogłabym spędzić wieczory z twarzą w doniczce. Kocham zapach maciejek. Czasem tylko mnie denerwuje ich złośliwość, że pachną tylko wieczorem. Ale może to dlatego, żeby mnie uczyć cierpliwości.
Zastanawiałam się, czy w tym roku w ogóle zakwitną. Bo blok w remoncie, balkon nieustannie w kurzu i styropianie. Nasz tygodniowy wyjazd również zaszkodził roślinkom balkonowym. Ale jednak przetrwały. Już wiele razy ostatnio myślałam, że jednak rośliny to są twardziele. Zawsze mi o tym przypominają wszystkie zielone listki wystające spomiędzy wszelkich szczelin w asfalcie...
Za to mi remont bloku przeszkadza. Ostatnio co drugi rok mamy remonty i ciężko się do tego przyzwyczaić. Jakoś trudno cieszyć się z pięknych okoliczności przyrody, kiedy na pierwszy plan rzucają się rusztowania. Niech to już się skończy. Chcę znów usiąść na balkonie i patrzeć na zielone drzewa, trawę, a nawet na bloki w oddali... Chcę wieczorami w spokoju wdychać zapach maciejki...
Zastanawiałam się, czy w tym roku w ogóle zakwitną. Bo blok w remoncie, balkon nieustannie w kurzu i styropianie. Nasz tygodniowy wyjazd również zaszkodził roślinkom balkonowym. Ale jednak przetrwały. Już wiele razy ostatnio myślałam, że jednak rośliny to są twardziele. Zawsze mi o tym przypominają wszystkie zielone listki wystające spomiędzy wszelkich szczelin w asfalcie...
Za to mi remont bloku przeszkadza. Ostatnio co drugi rok mamy remonty i ciężko się do tego przyzwyczaić. Jakoś trudno cieszyć się z pięknych okoliczności przyrody, kiedy na pierwszy plan rzucają się rusztowania. Niech to już się skończy. Chcę znów usiąść na balkonie i patrzeć na zielone drzewa, trawę, a nawet na bloki w oddali... Chcę wieczorami w spokoju wdychać zapach maciejki...
piątek, 26 lipca 2019
pojawiam się i znikam
Taki urok tego bloga, że mogę czasem zniknąć na trochę i nie złości się na mnie żadna agencja, żaden klient. Nikomu się nie zobowiązałam, że będę pisać regularnie, nikt mnie nie pilnuje. Ma to swoje zalety, ale również swoje wady. Niedawno spojrzałam na historię mojego pisania i stwierdziłam, ze zniknęłam prawie na rok, a przecież zupełnie tego nie planowałam. Nie planowałam też wracać do pisania, ale tak jakoś ciepło mi się zrobiło, jak spojrzałam na niektóre moje zapiski sprzed miesięcy albo i sprzed lat. Nawet przegapiłam swój przystanek tramwajowy i wylądowałam w pracy 15 minut później. Tak więc nic nie obiecuję, ale... jest nadzieja, że znów od czasu do czasu mnie przeczytacie.
A na powitanie króciutki tekst, który napisałam z myślą o tym blogu jakiś czas temu.
23 maja 2019, 21:11
Latanie samolotem zawsze powoduje, że zaczynam myśleć o ulotności życia. Ono tak sobie jakoś na co dzień płynie. A potem wsiadam w samolot i czuję, że jestem w innym kontekście. Zależna od maszyny. A potem świat z zupełnie innej perspektywy. Pisząc te słowa patrzę przez okno na góry. Uwielbiam góry. Z okna samolotu wyglądają zupełnie inaczej niż te same widziane z ziemi. Pokryte śniegiem miejsca, gdzie nikt nigdy nie postawił swojej stopy. Zmiana kontekstu. Zmiana punktu widzenia. Czasem wymuszają uważność, na którą zwykle brakuje mi czasu...
A na powitanie króciutki tekst, który napisałam z myślą o tym blogu jakiś czas temu.
23 maja 2019, 21:11
Latanie samolotem zawsze powoduje, że zaczynam myśleć o ulotności życia. Ono tak sobie jakoś na co dzień płynie. A potem wsiadam w samolot i czuję, że jestem w innym kontekście. Zależna od maszyny. A potem świat z zupełnie innej perspektywy. Pisząc te słowa patrzę przez okno na góry. Uwielbiam góry. Z okna samolotu wyglądają zupełnie inaczej niż te same widziane z ziemi. Pokryte śniegiem miejsca, gdzie nikt nigdy nie postawił swojej stopy. Zmiana kontekstu. Zmiana punktu widzenia. Czasem wymuszają uważność, na którą zwykle brakuje mi czasu...
czwartek, 13 września 2018
Koniec lata
Lubię końcówkę lata.
Jeszcze ciepło, ale coraz bardziej czuć w powietrzu jesień. Zimne poranki i wieczory, ale dzięki temu też i dni mniej upalne. A przede wszsytkim świadomość, że zaraz to wszystko się skończy.
Dzięki temu z wielką radością wystawiam się na słońce, żeby jeszcze trochę skorzystać z tego ciepła i światła. "Nacieszam się" każdą chwilą. Do pracy nawet siadam czasem na balkonie. I im bliżej do ponurej jesieni i zimy, tym bardziej się cieszę, że to jeszcze nie teraz.
Jeszcze ciepło, ale coraz bardziej czuć w powietrzu jesień. Zimne poranki i wieczory, ale dzięki temu też i dni mniej upalne. A przede wszsytkim świadomość, że zaraz to wszystko się skończy.
Dzięki temu z wielką radością wystawiam się na słońce, żeby jeszcze trochę skorzystać z tego ciepła i światła. "Nacieszam się" każdą chwilą. Do pracy nawet siadam czasem na balkonie. I im bliżej do ponurej jesieni i zimy, tym bardziej się cieszę, że to jeszcze nie teraz.
środa, 5 września 2018
Co łączy Borneo z Etiopią?
Że lubię bardzo czytać, to już pisałam. Próbuję zarazić tą pasją dzieci. Z książek tak dużo można się dowiedzieć. Jest tyle miejsc, których nigdy nie odwiedzę. Tyle ludzi, których nigdy nie poznam. Tyle historii, których nikt mi nie opowie. Dzięki książkom to wszystko znajduje się w zasięgu ręki...
Simona poznałam jakiś czas temu. Na Facebooku obejrzałam filmik, na którym jakiś dzieciak opowiadał o swojej książce, blogu, ochronie lasów palmowych. Filmik ten pokazałam mężowi i mówię tak: wow, chciałabym, żeby nasze dzieci były podobne. Filmik króciutki, a utkwił mi w pamięci.
Kiedy więc parę miesięcy później podczas przeszukiwania półek w bibliotece zobaczyliśmy "Extremalne Borneo" Szymona Radzimirskiego, to wiedziałam, że książkę musimy wypożyczyć. Nie spodziewałam się zbyt wiele. W końcu to książka napisana przez dziecko. Nie pamiętam, ile lat miał Szymon, kiedy ją pisał. Chyba dziewięć albo dziesięć. Miałam tylko nadzieję, że moim chłopakom się spodoba. Czy się spodobała? Wystarczy powiedzieć, że z biblioteki wypożyczaliśmy ją jeszcze raz, a teraz mamy swój własny egzemplarz. A jak dodam, że z mężem doczytywaliśmy rozdziały, których akurat nie czytaliśmy dzieciom, to chyba mówi samo za siebie.
Potem pojawiła się "Etiopia u stóp góry ognia". Nie wahaliśmy się ani chwili. Poszliśmy też na spotkanie autorskie z Simonem i szczerze mówiąc nie wiem na kim zrobił większe wrażenie - czy na dzieciach czy na nas. Ten chłopak potrafi pisać, potrafi opowiadać w taki sposób, że wsłuchują się w każde jego słowo i dzieci i dorośli.
Jeśli będziecie mieli kiedykolwiek okazję posłuchać Simona - warto!
Jeśli będziecie mieli okazję kupić jego książkę - warto!
A jeśli po prostu lubicie klikać różne rzeczy w internetach, to zajrzyjcie na jego bloga albo fanpage na Facebooku (aktualnie królują zdjęcia z Madagaskaru - ciekawe, czy Simon napisze z tej okazji trzecią książkę).
Simona poznałam jakiś czas temu. Na Facebooku obejrzałam filmik, na którym jakiś dzieciak opowiadał o swojej książce, blogu, ochronie lasów palmowych. Filmik ten pokazałam mężowi i mówię tak: wow, chciałabym, żeby nasze dzieci były podobne. Filmik króciutki, a utkwił mi w pamięci.
Kiedy więc parę miesięcy później podczas przeszukiwania półek w bibliotece zobaczyliśmy "Extremalne Borneo" Szymona Radzimirskiego, to wiedziałam, że książkę musimy wypożyczyć. Nie spodziewałam się zbyt wiele. W końcu to książka napisana przez dziecko. Nie pamiętam, ile lat miał Szymon, kiedy ją pisał. Chyba dziewięć albo dziesięć. Miałam tylko nadzieję, że moim chłopakom się spodoba. Czy się spodobała? Wystarczy powiedzieć, że z biblioteki wypożyczaliśmy ją jeszcze raz, a teraz mamy swój własny egzemplarz. A jak dodam, że z mężem doczytywaliśmy rozdziały, których akurat nie czytaliśmy dzieciom, to chyba mówi samo za siebie.
Potem pojawiła się "Etiopia u stóp góry ognia". Nie wahaliśmy się ani chwili. Poszliśmy też na spotkanie autorskie z Simonem i szczerze mówiąc nie wiem na kim zrobił większe wrażenie - czy na dzieciach czy na nas. Ten chłopak potrafi pisać, potrafi opowiadać w taki sposób, że wsłuchują się w każde jego słowo i dzieci i dorośli.
Jeśli będziecie mieli kiedykolwiek okazję posłuchać Simona - warto!
Jeśli będziecie mieli okazję kupić jego książkę - warto!
A jeśli po prostu lubicie klikać różne rzeczy w internetach, to zajrzyjcie na jego bloga albo fanpage na Facebooku (aktualnie królują zdjęcia z Madagaskaru - ciekawe, czy Simon napisze z tej okazji trzecią książkę).
Subskrybuj:
Posty (Atom)