środa, 21 stycznia 2015

dlaczego nie warto się zadłużać?

To nie jest generalnie temat na mojego bloga. Nie chciałam o tym pisać, a jednak... Ostatnie kilka dni i kilka rozmów przekonało mnie do tego i postanowiłam dorzucić swoje pięć groszy, a następnie odesłać do bardzo wartościowych wpisów Marcina Iwucia.

Właśnie parę dni temu od osoby, która właśnie rozpoczyna swoje życie zawodowe i podpisała pierwszą umowę (na 5 lat) usłyszałam, że teraz musi wziąć kredyt na samochód (no bo ile można jeździć pociągami czy komunikacją miejską), przy czym to nie może być tani samochód tylko taki, który się będzie podobać, będzie mieć odpowiedni klimat. Sugestia, żeby oszczędzić pieniądze (w wysokości raty kredytu) została odrzucona ("skąd ja wezmę te pieniądze?"). Obliczenia, że naprawdę opłaca się przez 2 lata odkładać gotówkę i po tym czasie uzbierać pieniądze na nieco tańszy model, również się nie spodobały.

Czy naprawdę ludzie są szczęśliwi, jeśli mają samochód i comiesięczny obowiązek oddania sporej części pensji? Tak, mamy samochód. Kupiony za gotówkę, dużo poniżej naszych możliwości finansowych. Moi rodzice nigdy nie mieli samochodu, a zwiedziliśmy z nimi pół Polski (jestem pełna podziwu, że z całą naszą ekipą byli w stanie spakować się do PKP). Nigdy mi go nie brakowało. I jestem wdzięczna, że nauczyli mnie, że długi są złe. Że należy ich unikać. Że trzeba mieć oszczędności i rozsądnie wydawać je na to, co potrzebujemy, a dopiero, kiedy mamy nadwyżki, można pozwolić sobie na realizację zachcianek (nawet dziwacznych i pokręconych).

Mam kredyt hipoteczny, którego bardzo nie lubię i który od lat odbiera mi dużo spokoju. I już wiem, że nawet to nie było warte moich nerwów. Gdybym miała cofnąć się do roku 2008 (słynny rok kredytów we frankach), to podjęłabym zupełnie inne decyzje. To tylko moje doświadczenie. A co z kolegą mojego brata, który próbował popełnić samobójstwo tylko dlatego, że zżarły go długi - jeden po drugim? Kolejne chwilówki, żeby spłacić poprzednie. Odsetki coraz większe. I wreszcie taki moment, że nie mógł sobie z tym poradzić. Zaczyna się od kredytu na samochód. Potem na meble. A jeszcze przecież należą się wakacje. Brak pieniędzy na Święta? Tradycyjnie prezenty muszą być bogate, a banki oferują przecież pożyczki. I co z tego, że z Bożym Narodzeniem będziemy się ciągnąć przez pół roku? Warto? A może lepiej nawet nie zaczynać tej spirali długów i kupować to, na co nas stać?

Polecam zapoznanie się z naprawdę wartościowymi artykułami Marcina Iwucia:
Ugotujesz się jak żaba - czyli długi w naszych głowach
Jak skutecznie pozbyć się długów?

A podsumowując - tak w trakcie pisania sobie jednak uświadomiłam, że tekst jak najbardziej jest zgodny z tematyką bloga. Bo tonąc w długach, trudno być szczęśliwym. Prawda?

8 komentarzy:

  1. Jak to się stało, że wszyscy chcą mieć wszystko od razu?
    Może to spuścizna po komunie? A może współczesne społeczeństwo jest tak niecierpliwe w zdobywaniu dóbr materialnych, bo ich brak świadczy o niskim statucie społecznym?
    W przedziwny sposób poprzestawiały się priorytety.
    A nieco dłuższa i trudniejsza droga uszlachetnia, mobilizuje człowieka, kształtuje charakter i daje mnóstwo satysfakcji, że osiągnęło się coś tylko dzięki sobie.
    Może to brak doświadczenia albo lenistwo powoduje, że w łatwy sposób chcemy pozyskiwać dobra? Tylko mając takie podejście do życia, wcześniej czy później się sparzymy. Może większość z nas musi wynieść lekcje z własnych błędów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem... Wczoraj dobiła mnie kolejna rozmowa. Dorosła, doświadczona osoba, która przeżyła naprawdę ciężkie czasy i mówi mi, że nie mogłaby latami się urządzać w mieszkaniu. Trzeba mieć wszystko od ręki, bo przecież ile można wytrzymać z remontem. Nie rozumiem. Nasze mieszkanie remontowaliśmy krok po kroku w sporej mierze własnymi siłami. Jeden pokój, drugi pokój. Przychodzili do nas znajomi, kiedy jeszcze mieliśmy drzwi od kibelka zasłonięte tylko folią budowlaną. Byliśmy szczęśliwi. Nie potrafię zrozumieć tekstów: to jak młodzi mają teraz żyć, no muszą brać kredyty. Czy naprawdę studenci potrzebują samochód? Nie moje życie i miejmy nadzieję, że nigdy nie będą to moje długi... Ale czasem żal i chciałoby się ich uchronić, poradzić...

      Usuń
  2. Mam chyba podobne do Ciebie podejście. Nigdy nie brałam żadnego, najmniejszego nawet kredytu. Nawet mieszkanie kupiliśmy malutkie i poza miastem, właśnie po to, żeby nie uwiązać się kredytem. A potem samodzielne wykończenie (jak dużo się przy okazji nauczyliśmy!), meble początkowo zbierane po oddających znajomych, kuchnia robiona samemu po kawałku. :) Ale wiem, że to dziś niemodne podejście. A, no i trzy samochody, którymi do tej pory dysponowaliśmy, to były lekko przechodzone "dary rodzinne". :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz pierwszy samochód to też był dar rodzinny - po paru latach zaczął się rozpadać i musiał pójść na sprzedaż. Teraz mamy kupiony, też używany i taki, na jaki było nas stać. Służy nam już dobre parę lat, bardzo go polubiliśmy i choć z roku na rok się starzeje, to pewnie jeszcze trochę z nami pojeździ :)
      Mieszkanie niestety mamy na kredyt. Żałuję, że dałam się namówić, ale przynajmniej mam nauczkę i już wiem, że nigdy więcej.
      A tak poza tym to jestem typem, który nie potrzebuje wiele do szczęścia, a przedmioty traktuje jak dodatki. To co mam, z tym mi dobrze. Nie szukam nowinek, nie potrzebuję telefonu z jabłuszkiem, ubrania od lat noszę te same. Dziwna jestem, ale dobrze mi z tym ;)

      Usuń
    2. Ale popatrz, takich dziwnych jest więcej. Tylko że nie mówią o nich w mediach, a nawet ich blogi są skromne, bo przez nikogo nie finansowane. :) Fajnie, że jest internet i że choć tu można się wirtualnie odnaleźć.

      Usuń
    3. Dokładnie! Przestałam się czuć jak dziwak, kiedy poczytałam, że jest nas więcej :)

      Usuń
  3. Rozumiem kredyt na dom czy mieszkanie, bo naprawdę trudno je kupić z oszczędności. Ale cała reszta to słabość na durny slogan:" jesteś tego warta (warty)"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama mam kredyt na mieszkanie. Męczy mnie i ciąży gdzieś w głowie. Gdybym mogła cofnąć czas, to bym trochę rozsądniej do tego podeszła, więcej przemyślała, przekalkulowała. Może trochę później, może trochę mniejsze, może jeszcze wolniej dostosowywane do naszych potrzeb.
      A kredyty na wszystko bardzo mnie denerwują. Denerwuje mnie postawa, że ludziom wszystko się należy. I to od samego początku. Na nic nie trzeba zapracować, można dostać z góry, w prezencie.

      Usuń