Ciągle słucham porad o tym, że nie należy żyć przeszłością. Że należy zostawić ją za sobą i skupić się na swoim "tu i teraz", bo tylko to jest dla nas w tej chwili dostępne. A ja nie do końca się z tym zgadzam. Lubię od czasu do czasu powspominać miłe chwile z przeszłości. Lubię nawet czasem przypomnieć sobie też te mniej miłe, które dają coś do myślenia i które w jakiś tam sposób spowodowały mój rozwój.
A kiedy jest mi źle, potrafię zamknąć oczy i wyobrazić sobie jakiś dobry moment, który kiedyś przeżyłam. Takie pozytywne kotwice w przeszłości. Bardzo je sobie cenię. I dzięki temu, że mam właśnie takie kotwice, potrafię lepiej sobie radzić z bieżącymi smutkami. Bo mam co wspominać. Bo wiem, że po każdej trudnej chwili, przychodziły piękne momenty. Bo wspomagając się wyobraźnią, potrafię wrócić do tego, co było piękne i przyjemne - i we wspomnieniach przeżyć to jeszcze raz.
Wiem, że chwila obecna jest najważniejsza. Wiem, że to w tej chwili wybieram, co będzie zaraz moim wspomnieniem przeszłości. Wiem, że to w tej chwili snuję plany na przyszłość i do tej przyszłości się przygotowuję. Bardzo lubię moją teraźniejszość (choć, oczywiście, nie zawsze - bo nie jest idealna).
Nie żyję jednak tylko chwilą bieżącą. Nie mogę doczekać się niektórych momentów w przyszłości. I lubię też czasem sięgnąć do wspomnień. Bo każda chwila mojego życia jest dla mnie dużo warta.
poniedziałek, 27 lipca 2015
czwartek, 23 lipca 2015
przypominaczka
Jakże często tak bywa, że nasze plany, zamiary i postanowienia odchodzą w przeszłość. I to nie dlatego, że nie chcemy czegoś robić, ale dlatego, że po prostu zapominamy. Warto jak najczęściej sobie zapisywać nasze plany, obrazować (np. za pomocą map myśli) i przede wszystkim wracać do nich, weryfikować, na ile działamy.
Już nie raz na tym blogu opisywałam różne moje postanowienia - jedne udaje mi się spełnić lepiej, inne gorzej. Chociażby te noworoczne. Miał być blog zawodowy no i jest (www.statystyczny.pl), z optymalizacją przedmiotów jest kiepsko. Doszłam do etapu, w którym ciężko mi się czegoś pozbyć, za to wciąż przybywają, głównie prezenty różne. Wczoraj wzięłam się w garść, zaczęłam wystawiać rzeczy na olx. Spróbuję sprzedać, a jak nie pójdą, to może zacznę wystawiać masowo w kategorii darmowe. Znajmości nadal trochę zaniedbane, ale robię postępy. Biegać nie zaczęłam. Ale staram się ćwiczyć. Trochę siłownie zewnętrzne, trochę hula-hop, trochę jakaś gimnastyka, trochę spacerów. Nie jest najgorzej. No i jeszcze miałam dbać o własny rozwój. I ten punkt najtrudniej mi ocenić. Staram się, ale czasem mam wrażenie, że efekt jest odwrotny do zamierzonego.
Kiedyś wprowadzałam w życie mój eksperyment "dziękuję". Przez jakiś czas bardzo pilnowałam, ostatnio trochę zaniedbałam. Na szczęście część podziękowań pozostała w nawyku więc powinno był łatwiej wrócić do tego bardzo dobrego zwyczaju.
Uuuuu... Kolejny temat niestety bardzo mnie zawstydza. Miałam porzucić gierki komputerowe, tabletowe, telefonowe. Tutaj nawaliłam zupełnie. Znów dałam się wciągnąć. Trzeba nad tym popracować i odzyskać czas, który na to marnuję.
I jeszcze moje "dobro czynić", które też miałam zaplanowane. Niektóre punkty idą całkiem dobrze, inne dużo gorzej. Miałam nadzieję, że rozwój osobisty pójdzie szybko i wszystko wejdzie w rutynę. Tymczasem zauważam, że wciąż muszę nad sobą mocno pracować.
Pamiętajcie. Wszystkie zmiany należy wprowadzać od dzisiaj.
Przypominam przy okazji, że warto pomagać różnym fundacjom, które mają doświadczenie w pomaganiu innym, które potrafią dobrze wykorzystywać powierzone im środki. Ja ze swojej strony nieustannie polecam Fundację Kasisi i Dobrą Fabrykę, ale oczywiście każdy dookoła siebie może znaleźć coś, co będzie bardziej do niego przemawiać. W grupie łatwiej czynić dobro!
A na koniec mała zachęta, żeby zajrzeć na mojego bloga statystycznego. Ostatni wpis dotyczy rysowania wykresu pudełkowego. Myślę, że to temat, który może zaciekawić nie tylko fanatyków matematyki i statystyki. A na pewno jest zrozumiały dla wszystkich, którzy śledzili moje wszystkie statystyczne wpisy od pierwszego do ostatniego. Jeśli ktoś tego jeszcze nie zrobił - zapraszam! Warto nauczyć się czegoś nowego i rozruszać swoje szare komóreczki.
A jak Wy kontrolujecie i pilnujecie swoich postanowień?
Już nie raz na tym blogu opisywałam różne moje postanowienia - jedne udaje mi się spełnić lepiej, inne gorzej. Chociażby te noworoczne. Miał być blog zawodowy no i jest (www.statystyczny.pl), z optymalizacją przedmiotów jest kiepsko. Doszłam do etapu, w którym ciężko mi się czegoś pozbyć, za to wciąż przybywają, głównie prezenty różne. Wczoraj wzięłam się w garść, zaczęłam wystawiać rzeczy na olx. Spróbuję sprzedać, a jak nie pójdą, to może zacznę wystawiać masowo w kategorii darmowe. Znajmości nadal trochę zaniedbane, ale robię postępy. Biegać nie zaczęłam. Ale staram się ćwiczyć. Trochę siłownie zewnętrzne, trochę hula-hop, trochę jakaś gimnastyka, trochę spacerów. Nie jest najgorzej. No i jeszcze miałam dbać o własny rozwój. I ten punkt najtrudniej mi ocenić. Staram się, ale czasem mam wrażenie, że efekt jest odwrotny do zamierzonego.
Kiedyś wprowadzałam w życie mój eksperyment "dziękuję". Przez jakiś czas bardzo pilnowałam, ostatnio trochę zaniedbałam. Na szczęście część podziękowań pozostała w nawyku więc powinno był łatwiej wrócić do tego bardzo dobrego zwyczaju.
Uuuuu... Kolejny temat niestety bardzo mnie zawstydza. Miałam porzucić gierki komputerowe, tabletowe, telefonowe. Tutaj nawaliłam zupełnie. Znów dałam się wciągnąć. Trzeba nad tym popracować i odzyskać czas, który na to marnuję.
I jeszcze moje "dobro czynić", które też miałam zaplanowane. Niektóre punkty idą całkiem dobrze, inne dużo gorzej. Miałam nadzieję, że rozwój osobisty pójdzie szybko i wszystko wejdzie w rutynę. Tymczasem zauważam, że wciąż muszę nad sobą mocno pracować.
Pamiętajcie. Wszystkie zmiany należy wprowadzać od dzisiaj.
Przypominam przy okazji, że warto pomagać różnym fundacjom, które mają doświadczenie w pomaganiu innym, które potrafią dobrze wykorzystywać powierzone im środki. Ja ze swojej strony nieustannie polecam Fundację Kasisi i Dobrą Fabrykę, ale oczywiście każdy dookoła siebie może znaleźć coś, co będzie bardziej do niego przemawiać. W grupie łatwiej czynić dobro!
A na koniec mała zachęta, żeby zajrzeć na mojego bloga statystycznego. Ostatni wpis dotyczy rysowania wykresu pudełkowego. Myślę, że to temat, który może zaciekawić nie tylko fanatyków matematyki i statystyki. A na pewno jest zrozumiały dla wszystkich, którzy śledzili moje wszystkie statystyczne wpisy od pierwszego do ostatniego. Jeśli ktoś tego jeszcze nie zrobił - zapraszam! Warto nauczyć się czegoś nowego i rozruszać swoje szare komóreczki.
A jak Wy kontrolujecie i pilnujecie swoich postanowień?
czwartek, 16 lipca 2015
sposób na porządki
Jednym z dobrych sposobów na zmobilizowanie się do zrobienia porządków jest wprowadzenie elementu konkurencji.
Minimaliści z bloga "The Minimalists" proponują specjalną grę, w której chodzi o to, by z dnia na dzień wyrzucić jeden przedmiot więcej. Przegrywa ten, kto pierwszy nie znajdzie odpowiedniej liczby zbędnych przedmiotów do wyrzucenia. A tak właściwie to nikt nie przegrywa, skoro każdy pozbędzie się jakiegoś niepotrzebnego balastu.
Dla mnie ta gra to zbyt restrykcyjny sposób. Za bardzo uregulowany. Bo jeśli pierwszego dnia znajdę 5 przedmiotów, to mam je odłożyć na kolejne dwa dni? Czy wyrzucić wszystkie, a potem się wkurzać, że nie mam nic do wyrzucenia w kolejnych dniach? Szukam więc innych motywacji.
Żeby trochę ogarnąć nasze mieszkania, zaczęłyśmy z moją siostrą-przyjaciółką wysyłać sobie swoje zdjęcia "przed" i "po" (w naszym przypadku to już drugie podejście - działa rewelacyjnie). Dzięki temu kilka zagraconych kątów odzyskało wreszcie jako-taki wygląd.
Czy też macie takie "konkurencyjne" sposoby na wprowadzanie porządku w Waszym otoczeniu? Czy mobilizujecie się z innymi nawzajem do ogarniania szaf, półek i innych schowków na bałagan?
Hmmm... No i jeszcze tak się zastanawiam, czy jest jakiś sposób, żeby z innymi się motywować do wprowadzania pozytywnych zmian w swoim życiu. Bo ja sama staram się porządkować nie tylko otoczenie, ale również siebie samą - swoje myśli, oczekiwania, ambicje, emocje i wszystko co mnie dotyczy. Trochę brak mi mobilizacji. Trochę się wciąż gubię i cofam, zamiast iść do przodu...
Chyba będę musiała i tutaj wprowadzić jakiś element konkurencji ;)
Minimaliści z bloga "The Minimalists" proponują specjalną grę, w której chodzi o to, by z dnia na dzień wyrzucić jeden przedmiot więcej. Przegrywa ten, kto pierwszy nie znajdzie odpowiedniej liczby zbędnych przedmiotów do wyrzucenia. A tak właściwie to nikt nie przegrywa, skoro każdy pozbędzie się jakiegoś niepotrzebnego balastu.
Dla mnie ta gra to zbyt restrykcyjny sposób. Za bardzo uregulowany. Bo jeśli pierwszego dnia znajdę 5 przedmiotów, to mam je odłożyć na kolejne dwa dni? Czy wyrzucić wszystkie, a potem się wkurzać, że nie mam nic do wyrzucenia w kolejnych dniach? Szukam więc innych motywacji.
Żeby trochę ogarnąć nasze mieszkania, zaczęłyśmy z moją siostrą-przyjaciółką wysyłać sobie swoje zdjęcia "przed" i "po" (w naszym przypadku to już drugie podejście - działa rewelacyjnie). Dzięki temu kilka zagraconych kątów odzyskało wreszcie jako-taki wygląd.
Czy też macie takie "konkurencyjne" sposoby na wprowadzanie porządku w Waszym otoczeniu? Czy mobilizujecie się z innymi nawzajem do ogarniania szaf, półek i innych schowków na bałagan?
Hmmm... No i jeszcze tak się zastanawiam, czy jest jakiś sposób, żeby z innymi się motywować do wprowadzania pozytywnych zmian w swoim życiu. Bo ja sama staram się porządkować nie tylko otoczenie, ale również siebie samą - swoje myśli, oczekiwania, ambicje, emocje i wszystko co mnie dotyczy. Trochę brak mi mobilizacji. Trochę się wciąż gubię i cofam, zamiast iść do przodu...
Chyba będę musiała i tutaj wprowadzić jakiś element konkurencji ;)
środa, 8 lipca 2015
lawina uprzejmości
Jeżdżę ostatnio sporo tramwajami. Dużo się naczytałam niedawno o tym, że mamy do czynienia z upadkiem kultury, że ludzie nie ustępują miejsca w tramwajach... Tymczasem podczas moich podróży miałam okazję wyciągnąć całkowicie odmienne wnioski. Jeżdżę z prawie dwuletnim dzieckiem i nie zdarzyło mi się jeszcze ani razu, żebym musiała stać w tramwaju - zawsze ktoś ustępuje miejsca. A wczoraj miałam do czynienia z prawdziwą lawiną uprzejmości - jak tylko wsiadał ktoś starszy, zaraz ktoś inny ustępował mu miejsca. Tak sobie myślę, że musiała być jakaś pierwsza osoba, która zapoczątkowała tę lawinę i kiedy głośno zaproponowała komuś, żeby usiadł, to od razu inni ludzie rozejrzeli się dookoła i sprawdzili, czy obok nie stoi czasem ktoś, kto potrzebuje miejsca siedzącego.
Warto być osobami, którzy rozpoczynają pozytywne lawiny. Uprzejmość niewiele kosztuje, a potrafi wrócić z dużo większą intensywnością.
Warto być osobami, którzy rozpoczynają pozytywne lawiny. Uprzejmość niewiele kosztuje, a potrafi wrócić z dużo większą intensywnością.
wtorek, 30 czerwca 2015
plany wakacyjne
Od jutra przedszkolne wakacje, w związku z tym próbuję na szybko nadrobić wszelkie domowe zaległości, które trudno wykonać z łobuzującym pięciolatkiem. Tydzień prawie byłam poza domem, przez co ucierpiały wszelkie zaplanowane projekty (za to ja odpoczęłam, więc czas na pewno nie stracony). Trzeba tylko zorganiozować dobrze zadania domowe, nadrobić zaległości i nie pozwolić, by popsuły dobry humor. Przez najbliższy miesiąc chcę nie tylko dopilnować swoich planów, ale również znaleźć czas na wakacyjne atrakcje dla dzieci. W końcu im też się należy trochę radości i przyjemne chwile z mamą. Mam nadzieję, że nie wpłynie to negatywnie na moje pisanie na blogach oraz inne punkty rozwoju własnego. Zobaczmy...
A jakie Wy macie plany wakacyjne?
A jakie Wy macie plany wakacyjne?
piątek, 19 czerwca 2015
o nieśmiałości, niestety...
Jestem osobą straszliwie nieśmiałą. Jeśli nawet stoję 10 metrów od Michała Szafrańskiego, to nie podejdę i nie powiem: "Cześć, czytuję twojego bloga". Jeśli nawet stoję 5 metrów od Szymona Hołowni, to nie podejdę i nie powiem: "Cześć, od ponad roku czuję się związana z twoimi fundacjami, regularnie wpłacam kasę. I przeczytałam chyba połowę twoich książek". Mam wrażenie, że znani ludzie mnie w jakiś sposób przewyższają (nie tylko w centymetrach, bo o to nie trudno) i nie mam odwagi podejść, odezwać się. Boję się, że nie będę miała żadnego tematu do rozmowy i wyniknie głupia sytuacja. Unikam więc jej z założenia i nie daję szansy zaistnieć. Nadmierna ostrożność?
Póki ta nieśmiałość sięga tylko celebrytów, VIPów i innych takich, to za bardzo się tym nie przejmuję. Jakoś nie wpadam na nich codziennie i mam nadzieję, że dużo nie stracę, jeśli nie powiem im "Dzień Dobry". Gorzej, że moja nieśmiałość tyczy się też codziennego życia. Nie lubię poznawać nowych ludzi. Spotykanie starych dalekich znajomych jest dużym wyzwaniem (o czym z nimi rozmawiać?). Zostaje mi tylko garstka przyjaciół, przy których (zwykle) czuję się dobrze. Martwi mnie to czasem, czasem na siłę próbuję nawiązywać nowe kontakty. Ale jak to zrobić, żeby nie było na siłę? Żeby nowe znajomości powstawały naturalnie, spontanicznie? Co zrobić, żeby pozbyć się nieśmiałości, która potrafi straszliwie utrudnić życie?
Póki ta nieśmiałość sięga tylko celebrytów, VIPów i innych takich, to za bardzo się tym nie przejmuję. Jakoś nie wpadam na nich codziennie i mam nadzieję, że dużo nie stracę, jeśli nie powiem im "Dzień Dobry". Gorzej, że moja nieśmiałość tyczy się też codziennego życia. Nie lubię poznawać nowych ludzi. Spotykanie starych dalekich znajomych jest dużym wyzwaniem (o czym z nimi rozmawiać?). Zostaje mi tylko garstka przyjaciół, przy których (zwykle) czuję się dobrze. Martwi mnie to czasem, czasem na siłę próbuję nawiązywać nowe kontakty. Ale jak to zrobić, żeby nie było na siłę? Żeby nowe znajomości powstawały naturalnie, spontanicznie? Co zrobić, żeby pozbyć się nieśmiałości, która potrafi straszliwie utrudnić życie?
czwartek, 18 czerwca 2015
kobieca huśtawka
Mam nadzieję, że to nie tylko moja przypadłość, ale ogólnie taka kobieca. Że raz mam doskonały humor, góry jestem gotowa przenosić i nawet posprzątać mieszkanie, wyrzucając wszystkie niepotrzebne duperelki. A kilka dni później - apatia, smutek i dołek jak Rów Mariański głęboki. Właśnie powolutku wychodzę z takiego dołka i ogarniam zaniedbane przez kilka dni otoczenie.
Ktoś ma jakiś sposób na kobiece humorki? Jak do nich nie dopuścić? Jak z nimi walczyć?
Ktoś ma jakiś sposób na kobiece humorki? Jak do nich nie dopuścić? Jak z nimi walczyć?
Subskrybuj:
Posty (Atom)